piątek, 29 kwietnia 2022
piątek, 10 stycznia 2020
Krystyna Domańska (1925–2020)
Jesień 2005. Moje pierwsze spotkanie i nagranie, tzw. biograficzne – początek długiej drogi, która z mniejszym natężeniem, ale wciąż trwa i jest niezmiennie ważna. Koleżanka babci z Pawiaka, Krysia. Jeśli była trema to tylko na początku. Pani Krysia (formalnie Danuta Krystyna) jest energiczna, bezpośrednia, życzliwa; poza tym filigranowa i... dużo pali (zastanawiam się, jak w ogóle daje radę). Przestrach tylko na koniec, bo mam zrobić portret i nie bardzo wiem po co. Poza tym – jak to tak, fotografować kogoś wprost? Robię jedno zdjęcie zdezelowaną małpką, po którym film się zwija, a ja jestem szczęśliwy, bo mam alibi i już nie muszę. Ze zdjęcia nic nie wyszło, bo poruszone. Spotykamy się od tego czasu rzadko, ale dosyć regularnie. Wielka to przyjemność. Po kilku latach jestem ciut dalej jeśli idzie o myślenia obrazem i o obrazie. Wracam ze starym Rolleiem i statywem. Powstaje załączone zdjęcie, które lubię. Dzisiaj dotarła do mnie ta smutna wiadomość, a z nią od razu żal – dlaczego taka przerwa w spotkaniach, trzeba było wykazać większą determinację w dobijaniu się, telefonowaniu itd. Nie pierwszy raz, gdy nachodzi mnie gorzka refleksja, że znowu zawaliłem, spóźniłem się... Ten blog coraz rzadziej pokazuje nowe zdjęcia, coraz więcej tu pożegnań. Może to źle? Ale przecież chciałem, by był o tym co ważne. Nawet jeśli kadry w formie czasami błahe...
Kilka fragmentów tej naszej pierwszej rozmowy wraziło mi się w pamięć i już chyba zawsze tam będą – łącząc się z panią Krysią. Ten wybija się na plan pierwszy; pamiętam wzruszenie w głosie, ale nie rozrzewnienie, które mu towarzyszyło: "Ojciec nie wracał [zmobilizowany po wybuchu wojny we wrześniu 1939] i pewnego dnia – stop, żadnej wiadomości od niego. Urwało się. Myśmy słyszeli, że Grójec został zbombardowany, zrównany z ziemią. Po dwóch miesiącach wszyscy zaczęli mnie przygotowywać na to, że ojciec nie wróci. Ja im niemalże do oczu skakałem – wiedziałam, że żyje. Czułam go codziennie o dziewiątej. Pewnego wieczoru byłam sama w domu, grałam na fortepianie, gdy raptem słyszę ciche otwieranie drzwi – ojciec. A ponieważ prosił żebym się nauczyła Serenady Schuberta, więc na przywitanie mówię: Tatusiu, umiem całą Serenadę i na przywitanie ci zagram!". Historię Krysi Domańskiej można lepiej poznać dzięki książce Przetrwałam, wydanej przez Dom Spotkań z Historią w 2017 roku. Cieszę się, że jej doczekała. Może więc czasami coś się jednak udaje?
wtorek, 3 grudnia 2019
poniedziałek, 28 października 2019
czwartek, 17 października 2019
poniedziałek, 23 września 2019
Ania
Nie tak miało być. Planowaliśmy powtórkę wizyty w poszerzonym składzie... Mam nadzieję, że ostatnim razem, gdy byłem u Ciebie z Jarkiem, jednak nas słyszałaś. Wybacz, że tak nudziliśmy Ci nad uchem. Mieliśmy jednak pewność, że nam tego nie poczytasz. Na Twoją życzliwość można było przecież niezawodnie liczyć. Dziękuję za te wszystkie spotkania.
poniedziałek, 9 września 2019
Dyskretny urok garażu
Tęsknota za domem dla samochodu najczęściej oznacza u nas estetyczną zgubę. Jednego właścicielom tej "małej architektury" nie można odmówić – determinacji.
wtorek, 23 lipca 2019
Ciocia Wacia (1925-2019)
Mimo że nie byliśmy spokrewnieni (a nawet spowinowaceni), nigdy nie myśleliśmy o niej z Ju inaczej niż o cioci - a dokładnie "cioci Waci". Humor i swada, wybuchy charakterystycznego śmiechu, pośpieszna mowa były jej znakami rozpoznawczymi. Radość - zaraźliwa. We wdzięcznym wspomnieniu zostaną spotkania u niej z kanapeczkami, ale i zawsze czymś mocniejszym dla kurażu. Szkoda, że już tak dawno był ten - jak się teraz okazało - ostatni raz. Jako temat zawsze wracał "Parasol" oraz Powstanie Warszawskie. Z ekscytacją, dumą, lecz nie z patosem, opowiadała o sobie tam i wtedy. Bez Ciebie będzie tu smutniej ciociu Waciu.
środa, 17 lipca 2019
wtorek, 9 lipca 2019
sobota, 29 czerwca 2019
środa, 26 czerwca 2019
wtorek, 25 czerwca 2019
niedziela, 23 czerwca 2019
piątek, 21 czerwca 2019
Henryk Mittelstaedt (1936–2019)
Henio uciekł z Polski przez "zieloną granicę" z mamą i siostrą po zakończeniu wojny, by połączyć się z tatą, który wyszedł z ZSRR z Armią Andersa. Po dwóch latach pobytu w Wielkiej Brytanii, w 1948 roku, trafili do Buenos Aires. Pokochał Argentynę, ale nie przestał kochać polskiej kultury. Był jednym z jej najskuteczniejszych ambasadorów. Pogodny, dobry człowiek. Jego odejście to strata ciężka do odrobienia. Żegnaj Heniu!
piątek, 19 kwietnia 2019
Domeczek
Dziesięć dni, jak nas tam już nie ma. A byliśmy nieprzerwanie przez ostatnie 13 lat. Łezka się kręci. Nie tylko na myśl o miejscu, ale i ludziach, którzy nas otaczali. A szczególnie dwóch osobach, dzięki którym to było w ogóle możliwe i tak mogło latami trwać. Mam nadzieję, że ten dług wdzięczności będziemy w przyszłości mogli spłacać wobec innych. Jak u Wańkowicza, chociaż na szczęście nie dokładnie jak u niego - żegnaj Domeczku. Niby był czas, by się przygotować na to pożegnanie. Ale, czy do takich zmian w ogóle można się zawczasu nastroić?
Subskrybuj:
Posty (Atom)













