sobota, 26 maja 2012
czwartek, 24 maja 2012
wtorek, 22 maja 2012
Cmentarz
Bez ludzi - cisza. Z drzewami - chłód. Ciekawe historie zapisane w epitafiach. No i rzeźby. Idealne miejsce do spacerowania. Cmentarz Ewangelicko-Reformowany w Warszawie.
poniedziałek, 21 maja 2012
sobota, 19 maja 2012
wtorek, 15 maja 2012
Balkony
Rytm. Karność. Powtarzalność. Blok. "Maszyny do mieszkania" przerażają i przyciągają zarazem.
A z okien, po drugiej jego stronie, widok na piękny - całkowicie wymykający się symetrii - cmentarz.
sobota, 12 maja 2012
Urodzinowo
Pani w czarnym płaszczu i Panu - życzenia stu lat z okazji urodzin.
Panią w koszulce w paski - jeśli tu zawędruje - pozdrowiam.
Czas płynie.
czwartek, 10 maja 2012
środa, 9 maja 2012
poniedziałek, 7 maja 2012
środa, 2 maja 2012
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Serce narodu
W trakcie krótkiego wyjazdu pod granicę z obwodem kaliningradzkim zrozumiałem chyba, dlaczego Włodzimierz Nowak zatytułował zbiór reportaży z Polski "Serce narodu koło przystanku". Bo tam naprawdę leży nasze serce. Cały ten urbanistyczno-architektoniczny syf jest przygniatający i fascynujący zarazem. I jakiś tragizm czuć w powietrzu. Niby senność, deszcz, szarość, ale pod powierzchnią kipi. A wszystko w groteskowej formie. Dwa złote trzeba zapłacić na dworcu PKS za możność skorzystania z sedesu, który nie ma klapy. To znaczy klapa jest, ale wyrwana przytula się właśnie do zielonej lamperii. Jest reklama męskich slipów promowanych przez macho bez głów (wiadomo - na co macho głowa; głową slipów nie wypchniesz), a dyskoteka "Obsesja" kusi, by się zatracić. Jest i polityka - na premiera Tuska czeka na trasie wiadomość od kibiców. A jak ktoś już nie daje sobie z tym wszystkim rady, to może kupić whisky i poczuć się jak Churchill (otwartym zostaje pytanie, czy on czuł się dobrze). Może też zasiąść ze szklaneczką tego szlachetnego trunku na hotelowym łóżku, wpatrzyć się w obraz "konia w galopie" i osiągnąć błogostan. Fascynuje mnie to wszystko, co zobaczyłem w podróży, jako rzeczywistość sama w sobie, a nie jakiś folklor nad którym trzeba się protekcjonalnie pochylić. Tak żyją ludzie. Jazda PKS-em to nie safari. To podróż w rodzinne strony.
piątek, 27 kwietnia 2012
Pan Wacław
Pan Wacław urodził się w 1913 roku. Bardzo wcześnie pokochał morze. Z książek, bo wychował się w Wilanowie, więc słonej wody na oczy nie widział. Postanowił, że będzie pływał. Swojego dopiął. Skończył drugą klasę gimnazjum, oświadczył rodzicom, że do szkoły już nie wróci. Widać znali jego upór, bo całość przeszła względnie spokojnie. Ustąpili. A może nie wierzyli, że w dobie gasnącego kryzysu ich synowi uda się zaciągnąć na statek i uznali, że szybko wróci do domu i szkoły. Jeśli tak sądzili, to się pomylili. Marzył o żaglowcu, ale praca na takich, w tamtym czasie, nie bardzo już była możliwa. Zaciągnął się więc na transatlantyk, parowiec SS "Kościuszko". Był rok 1936. Słucham Pana Wacława i uczę się nowych, ciekawie brzmiących słów: dejman, bakszaft, trymer, sztormtramp. Mój ulubiony port to Pernambuco; lubię sobie to miejsce wyobrażać (na wszelki wypadek nie sprawdziłem, jak wygląda obecnie). Ta nazwa ma dla mnie w sobie coś magnetycznego. W tym właśnie porcie, na statku "Chrobry", Pan Wacław dowiaduje się o wybuchu wojny. A później? Później "Chrobry" zostaje zatopiony u wybrzeży Norwegii. Jest tam także starszy oficer Karol Olgierd Borchard. Po wojnie? Między jednym a drugim mustrowaniem na kolejne statki Pan Wacław zainteresował się teorią względności. Czytał, analizował i doszedł do wniosku, że oparta jest ona na fałszywych przesłankach. Rozpisał własny dowód. Za namową pewnego fizyka wysłał go do Einsteina. Dostał odpowiedź. Nic to, że lapidarnie druzgoczącą. Jedno zdanie, ale podpisane przez samego Alberta. Liczy się pasja, która tak pcha do przodu i znosi wszelkie napotkane na drodze zapory.
środa, 25 kwietnia 2012
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)








